Nie zgadzamy się z opinią, że rodzić można byle jak, byle gdzie i w byle czym. Jesteśmy dwiema mamami, które w sumie przeżyły cztery porody. Każdy z nich był inny, każdy wspaniały. Pierwsze trzy jednak coś łączy... Rodziłyśmy w byle czym... Przy czwartym się zbuntowałyśmy.


Dominika już przy pierwszym dziecku mocno poszukiwała czegoś, co się nada na ten dzień, nie będzie infantylne oraz będzie miało jedną ważną cechę, czyli odpowiednią długość! Przy wzroście 178 cm okazało się to nie lada wyzwaniem i po przeszukaniu rynku poddała się. Kupiła szarą koszulkę nocną z owieczkami sięgającą do pół uda. Basia przy pierwszym dziecku wyszła z założenia, jak duża cześć przyszłych mam, że urodzi w czymkolwiek, czymś tanim i po porodzie wyrzuci to do śmieci. Zakup był przypadkowy, nieprzemyślany. W efekcie w izbie przyjęć stanęła w swojej, jak się okazało, przezroczystej koszuli. Pół porodu spędziła w szlafroku. Był sierpień i upały. Na koniec położna użyła nożyczek, by zdjąć koszulę. Zrozumiała, że byle co i byle jak kończy się właśnie w ten sposób. Kolejny poród Dominiki i kolejne poszukiwania. Tym razem trafiło na przykrótką tunikę z sieciówki. Już wtedy nasza frustracja sięgnęła zenitu i zaczęłyśmy wizualizować sobie idealny strój do porodu.


PROTOTYP


Basi drugi poród był już w prototypie. Uszytym w biegu przez krawcową z dzianiny z pasmanterii. Miał jednak już większość funkcjonalności obecnej sukienki. Napy (pół miasta zjechane, by je nabić) na plecach, żeby mieć rozpięcie do znieczulenia i rozpięcie do karmienia/kangurowania. Odpowiednią długość i luźną formę. Wszystko gotowe na dzień przed dniem zero.


GRANATOVA


I to był strzał w 10! Potem dopracowałyśmy prototyp. I tak powstała granatOVA sukienka. Nazywamy ją SUKIENKĄ, bo nikt nie powiedział, że rodzić trzeba w bieliźnie. Tym bardziej w bieliźnie do spania... Szpital położniczy to nie sypialnia. Wręcz przeciwnie...


Bo my nie jesteśmy słodkimi owieczkami, misiami, nie lubimy guzików w kształcie serduszek i szarej dresówki, która mokra staje się czarna....


Granat nie przyjmuje plam, nie ciemnieje, gdy jest mokry...


Nasza sukienka ma z przodu podwójne rozpięcie umożliwiające położenie maluszka na brzuchu mamy od razu po urodzeniu, a później wygodne karmienie. Mamy też KIESZENIE, napy, MAGNESY!!!, kokardki i inne fajne dodatki. Z tyłu sukienka jest rozpinana na całej długości, co umożliwia wygodne podanie znieczulenia zewnątrzoponowego i zdjęcie sukienki po porodzie bez ruszania odpoczywającego na mamie maluszka. I jest DŁUGA!!! - to znaczy odpowiedniej długości

zapewniającej komfort - bo czy na oddziale poporodowym naprawdę musimy pokazywać więcej niż na ulicy? Chcemy mieć zakryte pupy, kiedy pochylamy się nad dzieckiem i kiedy leżymy podczas karmienia.


PASKOVA


Po długich walkach dodałyśmy też wersję w PASKI, czyli paskOVĄ - bo po prostu KOCHAMY PASKI! Walczymy o komfort i dobry design. Między innymi z tego powodu rozwijamy naszą ofertę.


Pojawiły się zestawy powitalne dla maluszków. Czapki, które trafiają na uszy, a nie oczy, pajace z niedrapkami i kocyko-otulacze do dodatkowego okrycia malucha przy pierwszym i kolejnym kangurowaniu.


BASIC


Kolejne nowości już na dniach. Sukienka basic do karmienia, do spania, do chodzenia po domu. Zestawy: koszulka do karmienia i spodenki lub spodnie. Wszystko, by mama w domu czuła się komfortowo i jeśli wpadną niezapowiedziani goście albo będzie musiała iść na krótki spacer z wózkiem, mogła pójść w tym, czym jest. Ciągle szukamy na to właściwego słowa. Ani to piżama, ani to podomka, po prostu komfort i dobry design w jednym!

Foto: GRANATOVO