Ida i Sebastian Budniewscy z Radomia sakramentalne „tak” powiedzieli sobie 21 września ubiegłego roku. Dla obydwojga jest to drugie małżeństwo i prawdziwy uśmiech losu po poważnych życiowych zawirowaniach. Ich historia do tego stopnia poruszyła i urzekła ekipę telewizyjnego programu Ślub marzeń, że jego gospodyni Izabela Janachowska postanowiła zorganizować parze ślub oraz wesele jak z bajki.

Zwiastun w telewizji

Moja koleżanka Julita zobaczyła w telewizji zwiastun programu Ślub marzeń, poszukała w sieci informacji na ten temat i podesłała mi linki z sugestią, że może warto by było spróbować- opowiada Ida. Ponieważ z natury jestem osobą skromną i raczej nieśmiałą, pomyślałam, że telewizja oraz związane z nią upublicznianie swojej osoby to chyba nie dla mnie i w końcu nie wysłałam tego zgłoszenia, ale ona była uparta.

Znała naszą historię, wiedziała,
że z różnych względów, przede wszystkim finansowych, mamy problem z organizacją wesela, chociaż byliśmy już trzy lata po zaręczynach i prawdopodobnie jedyne, na co będziemy mogli sobie pozwolić, to cichy, kameralny ślub gdzieś w bliżej nieokreślonej przyszłości. I tak szczerze mówiąc, to Julita zdecydowała za nas, zapytała mnie tylko o zgodę na działanie.

Dostała ją, ponieważ chyba zupełnie się nie spodziewaliśmy, że coś z tego wyniknie ;)



Casting
Tymczasem reakcja na maila, którego wysłała Julita, była błyskawiczna: dostaliśmy zaproszenie na casting! Na miejscu okazało się, że do programu zgłosiło się bardzo wiele par. To był nasz pierwszy kontakt z kamerami, w dodatku zadawano nam mnóstwo różnych pytań, także tych niezmiernie trudnych, dotyczących mojej przeszłości: tragicznych okoliczności śmierci mojego pierwszego męża, samotnego wychowywania trojga małych dzieci i radzenia sobie w obliczu pozostania z ogromnymi długami.

-Dla mnie ten casting, a potem cały program oznaczały przede wszystkim sprawdzenie się oraz wyjście ze swojej strefy komfortu- mówi Sebastian Budniewski.

-Widziałam, że Sebastian się mocno stresuje całą tą sytuacją, dlatego w pewnym momencie chyba przejęłam stery rozmowy – śmieje się Ida – Pomyślałam, że przecież to jest nasze być albo nie być w programie, nasza szansa na wesele, o jakim w przeciwnym razie moglibyśmy tylko pomarzyć. Dlatego naprawdę dałam z siebie wszystko!

A potem nastąpiły długie tygodnie oczekiwania na decyzję. Bardzo się denerwowaliśmy, ponieważ oprócz wyznaczonej daty ślubu nie mieliśmy kompletnie nic. Długotrwały brak informacji powodował, że nie wiedzieliśmy, co robić: ćwiczyć cierpliwość czy próbować organizować coś na własną rękę. Ale na początku czerwca dostaliśmy telefon z wiadomością, że dostaliśmy się do programu...

Wszyscy byliśmy w ogromnym szoku i nie posiadaliśmy się ze szczęścia, że jednak nam się udało.  Kilka dni później przyjechała do nas ekipa programu na podpisanie umowy i machina ruszyła.

Sala i stroje
Dostaliśmy do wyboru trzy propozycje sali weselnej: Dwór Zbożenna w Przysusze, Pałacyk w Pionkach oraz hotel Karo w Mleczkowie koło Radomia, na który bardzo szybko się zdecydowaliśmy, ponieważ najbardziej trafił w nasze gusta.

Stroje również otrzymaliśmy w ramach programu. -Najpierw mogłam wysłać ekipie swoje pomysły i inspiracje, a następnie zostałam zaproszona na zdjęcie miary do salonu Sposabella – wspomina Ida –  Podczas nagrania z wyboru sukni ślubnej spośród wielu przygotowanych dla mnie propozycji mogłam wybrać 3 suknie, przymierzyć i ostatecznie zdecydować, w której z nich chcę pójść do ślubu. Na tym etapie towarzyszyły mi już moje córki, mama oraz świadkowa. Chociaż generalnie nie przepadam za tiulami i koronkami, za namową modelki i stylistki Kingi Wcisło pierwszą wybrałam w takim właśnie stylu. Była piękna, jednak kiedy przymierzałam drugą wybraną przeze mnie suknię, jeszcze nie byłam do końca zapięta, a już całą sobą poczułam, że to jest właśnie to. To była suknia, o jakiej marzyłam.

-Wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że suknia numer dwa jest idealna- dodaje Maja, najstarsza córka Idy – Na początku bałyśmy się, że mama wybierze tę bardziej strojną, aby zaskoczyć gości czymś innowacyjnym, ale na szczęście poszła za głosem serca.  -Ja z kolei zostałem zaproszony do salonu Recmana – mówi Sebastian – Poszedłem tam w towarzystwie Mai. Wybór był szybki, pierwszy garnitur, który wypatrzyłem i przymierzyłem, okazał się strzałem w dziesiątkę. Dobraliśmy do niego super dodatki i myślę, że Ida nie była rozczarowana (śmiech).

-Byłam jedyną osobą, która wiedziała, jak chcą się zaprezentować zarówno mama, jak i Sebastian, więc miałam odpowiedzialne zadanie pilnowania, aby do siebie pasowali- śmieje się Maja – Zwłaszcza, że oni sami mieli się nawzajem zobaczyć dopiero na ślubie!



Przygotowania
-Podczas castingu musieliśmy wstępnie określić liczbę gości- mówi Ida- Ja już miałam za sobą jedno wesele, na które zaproszona została cała bliższa i dalsza rodzina, wszyscy przyjaciele i znajomi, blisko 130 osób, więc zgodnie doszliśmy do wniosku, że teraz chcemy bardziej kameralne przyjęcie, tylko dla najbliższych. Jeśli chodzi o aranżację, wszystko stanowiło dla nas jedną wielką niewiadomą i ogromną niespodziankę. Mogliśmy określić, co nam się podoba, natomiast niczego nie wolno nam było podejrzeć ;) Wystrój sali zobaczyliśmy dopiero tuż przed weselem. -Nasz ślub był filmowany przez produkcję, jednak w sposób niezwykle dyskretny, bez udziału towarzyszących nam podczas przygotowań dużych kamer czy reflektorów – wspomina Sebastian- Ekipa nie chciała ingerować w samą ceremonię, zapewnili nam spokój i prywatność, abyśmy pod wpływem stresu nie musieli kilka razy powtarzać przysięgi… i chwała im za to, bo takie coś mogłoby trochę zepsuć nastrój (śmiech).

Kamera start!
Podczas nagrań do programu szliśmy po prostu na żywioł. Pierwsze było w Warszawie podczas wyboru obrączek- wspomina Sebastian- Ekipa dokładała wszelkich starań, żeby nas uspokoić i wesprzeć, prosili, abyśmy zachowywali się tak, jakby ich z nami nie było. Bardzo mocno dało się odczuć, że są to ludzie z pasją, którzy naprawdę cieszą się z tego, że mogą pomóc nam oraz innym parom. Atmosfera była bardzo luźna. Wiadomo, niektóre sceny trzeba było powtarzać i to nie raz. -Dla mnie najtrudniejszy był ten właśnie pierwszy dzień w obecności kamer- dodaje Ida- Kiedy nie ma się żadnego doświadczenia aktorskiego czy medialnego, trudno zachować stuprocentową naturalność. Niemniej jednak uważam, że pomimo wszystko poszło nam całkiem nieźle...

W dniu ślubu
Dzień naszego ślubu okazał się jednym wielkim pasmem niespodzianek. Kościół na Idalinie sam w sobie jest piękny, natomiast przystrojony przez moją koleżankę delikatnie i ze smakiem, świecami oraz lampionami, prezentował się niesamowicie- wspomina Ida – Klimat był cudowny, aczkolwiek stresowałam się przeogromnie. -Ja też, bo nie wiedziałem, jak będziesz wyglądać- wtrąca Sebastian. -U nas jeszcze było o tyle niestandardowo, że nie mieliśmy tradycyjnego, wspólnego błogosławieństwa, ponieważ ubieraliśmy się osobno, do kościoła jechaliśmy dwiema limuzynami i mieliśmy się spotkać dopiero przed ołtarzem - wyjaśnia Ida. Sebastian szykował się w domu, mnie natomiast wynajęto apartament w hotelu. Dzieci również mnie wcześniej nie widziały, więc efekt końcowy był ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich. -Ja przepłakałam całą ceremonię- wspomina Maja- Kiedy mama weszła do kościoła, wyglądała przecudownie, nigdy nie widziałam piękniejszej panny młodej.

-Jak księżniczka- dodaje Sebastian- Było bajecznie. Wszystko, łącznie z oprawą muzyczną. Mieliśmy tylko organistę, który jednak naprawdę stanął na wysokości zadania. -Maja czytała w kościele Psalm o miłości- uśmiecha się Ida- I praktycznie cały czas nie patrzyła w tekst, tylko na nas. To było bardzo wzruszające. -Bardzo nam zależało na tym, aby dzieci Idy były w to wszystko jak najbardziej zaangażowane- podkreśla Sebastian- Brały udział nawet w naszym pierwszym, weselnym tańcu. Goście byli zachwyceni, ponieważ najpierw przez chwilę tańczyliśmy we dwoje, a potem nagle urwała się muzyka, na parkiet weszła cała trójka i dalej kontynuowaliśmy już razem.  -Choreografię ułożyliśmy sobie sami, przy pomocy byłego partnera tanecznego Mai, która kiedyś  tańczyła taniec towarzyski- dodaje Ida- Na początku było niby trochę poważnie, a później z kolei na wesoło ;) Ekipa programu zrobiła nam kolejną niespodziankę i zadbała o odpowiednią oprawę: zapewniła złote konfetti, fajerwerki i ciężki dym, a ponadto za nami został rozpostarty granatowy materiał ze świetlnymi punkcikami, które wyglądały jak gwiazdy… Po prostu czysta magia. Wystrój sali również był przepiękny, połączenie marmurów i różowej trawy dało bardzo oryginalny i niesamowity efekt.

-Kiedy wcześniej siedziałam podczas nagrań za kulisami i mignęły mi jakieś różowe pióra, wystraszyłam się, co to będzie…- śmieje się Maja- Zwłaszcza, że mama zawsze marzyła o eleganckim złocie, srebrze…a tu nagle jakiś róż... ale rezultat nas oszołomił.

-Był kącik dla dzieci z babeczkami i piernikami, ciasteczka z naszymi inicjałami, wszystko z motywem marmurkowym- dodają Ida i Sebastian- A poza tym napis LOVE ustawiony w jednym z rogów sali, gdzie później robiliśmy sobie zdjęcia oraz kolejna ogromna niespodzianka od programu, czyli występ Arkadiusza Gwizdały, zdobywcy nagrody publiczności w programie Mam talent, który zrobił przepiękny pokaz baniek mydlanych. Również szef kuchni hotelu Karo zaskoczył nas prezentem w postaci tatara, którego przygotowywał samodzielnie na oczach gości. Te wszystkie wrażenia trzymały nas całymi miesiącami. Później była też pierwsza emisja programu w telewizji, więc przeżywaliśmy to wszystko od nowa. Nie wiedzieliśmy przecież, w jaki sposób materiał zostanie zmontowany, co zobaczymy na ekranie…

Okazało się, że ekipa wybrała najlepsze momenty i stworzyła z nich bardzo piękną, wzruszającą opowieść.- Za pierwszym razem przepłakałam cały odcinek i w sumie niewiele z niego zapamiętałam, tak wielkie towarzyszyły temu emocje- przyznaje Ida – Dopiero kiedy obejrzałam powtórkę odcinka, mogłam na spokojnie zobaczyć, co kto z nas mówił na przykład podczas setek, w których braliśmy udział pojedynczo.

-Mnie bardzo podobały się sceny, gdzie rzucamy się z dziećmi poduszką z pierzem… chociaż potem sprzątaliśmy te piórka przez jakieś dwa tygodnie, na ekranie wypadło to świetnie- uśmiecha się Sebastian.

Izabela Janachowska
Gospodyni programu Ślub marzeń, Izabela Janachowska, to przesympatyczna osoba- mówią zgodnie Ida
i Sebastian- Niezwykle wesoła, otwarta, potocznie mówiąc taka do rany przyłóż. Z ogromnym poczuciem humoru, kiedy tylko wyczuwała w nas jakiekolwiek napięcie albo usłyszała drżenie głosu, od razu wkraczała do akcji i błyskawicznie rozładowywała sytuację. Dobrze pomyślane było też to, że pewne sceny nagrywaliśmy bez dźwięku, wtedy mogliśmy na spokojnie z nią porozmawiać, rozluźnić się i wówczas nie było końca żartom i śmiechom.

-Izabela bardzo zaskoczyła nas także podczas wesela- wspomina Sebastian- Już wcześniej podziękowaliśmy jej za wszystko, co dla nas zrobiła, Ida jednak zapytała, czy mogłaby zaszczycić nas i zebranych gości weselnych swoją obecnością, bo przecież każdy wiedział, że Izabela tu jest i chciał zobaczyć osobę, której przede wszystkim zawdzięczaliśmy te wspaniałe chwile. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby ktoś zdołał poznać nas w tak krótkim czasie i tak spontanicznie, szczerze i pięknie wypowiedział się na nasz temat jak wtedy Iza. To był bardzo wzruszający dla nas moment. Również w poświęconym nam odcinku powiedziała, że to był dla niej wyjątkowy Ślub Marzeń i bardzo się cieszy, że mógł się w ogóle odbyć. I my też!;)

Dziękujemy!
Z tego miejsca chcielibyśmy gorąco podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że dzień naszego ślubu
i przyjęcia weselnego okazał się jednym z najpiękniejszych dni w naszym życiu. Dziękujemy całej ekipie, towarzyszącej nam przy nagraniach, za cudowną atmosferę i wsparcie, które okazywali nam na każdym kroku.

Dziękujemy firmie Aren Art za ufundowanie naszych obrączek. Firmie Sposabella za wymarzoną suknię ślubną oraz Firmie Recman za wystrzałowy garnitur, a także za wspaniałą atmosferę i fachowe doradztwo przy wyborze naszych strojów. Bardzo dziękuję Kasi Żukowskiej za moją metamorfozę, dzięki której tego dnia wyglądałam jak prawdziwa księżniczka. Serdeczne podziękowania kierujemy do Tomka Gwiazdy, który użyczył nam swoich wspaniałych samochodów do ślubu, za jego bezinteresowną pomoc i pełen profesjonalizm, dzięki czemu choć przez krótką chwilę mogliśmy poczuć się jak książęca para przemierzająca ulice Radomia. Dziękujemy mojej koleżance Edycie Oleś z kwiaciarni Ellite za przepiękne ślubne wiązanki oraz przecudowny wystrój Kościoła. Dziękujemy Hotelowi Karo za udostępnienie miejsca, w którym odbył się nasz Ślub Marzeń oraz wszystkim pracownikom za wspaniałą obsługę i przemiłą atmosferę.

Bardzo dziękujemy wszystkim gościom, którzy zaszczycili nas swoją obecnością w tym jakże ważnym dla nas dniu.

Nie jesteśmy w stanie podziękować każdemu z osobna, ponieważ przy realizacji naszego Ślubu Marzeń pracował cały sztab ludzi, ale wszystkich mamy w swoich sercach i wszystkim przekazujemy naszą ogromną wdzięczność. Dzięki Wam był to jeden z najpiękniejszych i najszczęśliwszych dni w naszym życiu. Prawdziwy Ślub Marzeń!

Historia Idy i Sebastiana
A jak w ogóle na siebie trafiliśmy i jak się to wszystko zaczęło? Ano tak, że to ja znalazłam Sebastiana- śmieje się Ida- Chociaż nie wiem, czy to czasem nie Sebastian znalazł mnie, ponieważ polubił mój komentarz pod jednym z publicznych postów, zawierającym piękne, życiowe przemyślenia. Zaintrygował mnie ten fakt i postanowiłam sprawdzić, kim jest ów chłopak, który myśli podobnie jak ja. Prześledziłam pokrótce jego profil i poczułam, że bardzo bym chciała poznać go bliżej. Dodatkowym atutem był fakt, iż na zdjęciu profilowym był w towarzystwie psów, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że jest zapewne dobrym i wrażliwym człowiekiem.

Wobec wszystkich zebranych o Sebastianie informacji nie mogłam przejść obojętnie. Postanowiłam zaryzykować i zaprosiłam go do grona znajomych. Odzew był natychmiastowy… I taki był początek naszej historii… Sebastiana poznałam w bardzo trudnym dla mnie okresie życia. Nie szukałam miłości, lecz czułam się samotna i bardzo potrzebowałam bratniej duszy. Kogoś, kto będzie potrafił wysłuchać, zrozumieć i wesprzeć dobrym słowem. I takim właśnie człowiekiem okazał się Sebastian. Już w pierwszych wiadomościach dało się odczuć, że jest między nami głębokie porozumienie.  Bardzo dużo ze sobą pisaliśmy na najróżniejsze tematy. Sebastian urzekł mnie swoją dojrzałością emocjonalną, otwartością, dużą dawką empatii i pozytywnego nastawienia do ludzi i świata. Fakt, że jestem wdową z trójką dzieci nie stanowił dla niego problemu, on również opowiedział mi o swojej przeszłości i tak to się zaczęło…

Okazało się, że Sebastian mieszka w Anglii, więc początkowo nasz kontakt ograniczał się wyłącznie do wymiany wiadomości mailowych. Jednak ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, Sebastian już po miesiącu znajomości zaproponował mi spotkanie, żebyśmy na żywo mogli zobaczyć, kim oboje jesteśmy i przekonać się, że wszystko, co połączyło nas w sieci, to nie fikcja, której tak wiele jest w internetowych znajomościach, lecz czysta prawda o nas obojgu. Niedługo potem Sebastian przyleciał do Polski na weekend. Spędziliśmy ze sobą jeden dzień, podczas którego obydwoje czuliśmy się, jakbyśmy się znali od zawsze. Rozmawialiśmy ze sobą niczym starzy, dobrzy przyjaciele.

-Kiedy zobaczyłem Idę, miałem wrażenie, że już ją kiedyś widziałem- wspomina Sebastian- Nie wiem kiedy ani gdzie, czy to był sen, czy jakieś inne życie… To uczucie pojawiło się, zanim jeszcze w ogóle powiedzieliśmy sobie cześć. I po tym pierwszym spotkaniu wiedzieliśmy już, że jesteśmy sobie przeznaczeni. -Powoli zaczęliśmy wtajemniczać we wszystko dzieci- mówi Ida- Sebastian nie mógł się doczekać, aby je poznać. Najpierw rozmawiali ze sobą na Skype, a potem, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, pojechaliśmy razem na kilka dni do Torunia.

-Sebastian przyjechał do Radomia pociągiem i razem z mamą poszliśmy odebrać go z peronu- mówi Maja – Bardzo się stresowaliśmy tym pierwszym spotkaniem, jednak kiedy Sebastian wyszedł z pociągu i tak ciepło się z nami przywitał, przytulił nas, od razu coś zaskoczyło. W Toruniu nie było między nami żadnego skrępowania. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, chodziliśmy na spacery, zwiedzaliśmy… czuliśmy się jak rodzina z całkiem długim stażem ;) Od razu pokochaliśmy Sebastiana. -Z wzajemnością- uśmiecha się Sebastian- A zaraz po świętach pojechaliśmy wszyscy na Śląsk, skąd pochodzę, ponieważ chciałem przedstawić Idę i dzieci mojej rodzinie.

-Rodzice Sebastiana przyjęli nas niezwykle ciepło, nieraz rodzeni dziadkowie nie okazują wnukom tyle serdeczności, ile podczas tamtego pobytu otrzymały moje dzieci- dodaje Ida – Niedługo potem pojechaliśmy na kolejną wycieczkę, tym razem do Krakowa. I tam Sebastian przygotował nam małą niespodziankę, czyli… oświadczyny.

-Mama o niczym nie widziała, wtajemniczona byłam tylko ja, ponieważ Sebastian potrzebował pomocy przy wybraniu rozmiaru pierścionka- mówi Maja- Nie obyło się bez komplikacji, bo jednak wzięliśmy dużo za duży… Ale za to przy samych oświadczynach Sebastian wykazał się sporą inicjatywą i pomysłowością, ponieważ zanim poprosił mamę o rękę, to najpierw przygotował niespodziankę również dla mnie i mojego rodzeństwa. Kiedy zwiedzaliśmy Wawel, każde z nas dostało kopertę, w której była kartka z napisem: Jeśli chcesz, żebyśmy byli rodziną, to przyjdź i mnie przytul. W piękny sposób zapytał najpierw nas o zgodę, wiedział, że nie oświadcza się tylko mamie, ale będzie tworzył rodzinę również z nami. Oczywiście jednogłośnie wszyscy podbiegliśmy do Sebastiana i go przytuliliśmy…

-Dla mnie było to ogromnym zaskoczeniem, bo w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje- wspomina Ida- Najpierw dzieci idą gdzieś z jakimiś kartkami, za chwilę cała trójka rzuca się na Sebastiana, o co chodzi… W końcu wyszliśmy z Wawelu, zaproponowałam, żebyśmy poszli coś zjeść, bo byłam już bardzo głodna i zmęczona… ale Sebastian wyciągnął mnie na dziedziniec i powiedział, że ma coś jeszcze również dla mnie. Dostałam kopertę z pięknym wyznaniem miłości, a na kolejnej kartce był napis: Czy zostaniesz moją żoną? Przez chwilę myślałam, że to tylko taka wstępna deklaracja, jednak kiedy wreszcie oderwałam wzrok od liter, zobaczyłam Sebastiana klęczącego przede mną z pierścionkiem. Chyba z tego zaskoczenia dalej nie zrozumiałam powagi sytuacji, aż w końcu Sebastian poprosił: kochanie, powiedz coś, bo nie wiem, co mam dalej robić… Zapytałam, o co on mnie właściwie pyta, bo do tej pory miałam te słowa tylko na papierze… Kiedy je usłyszałam, to cóż, nie mogłam powiedzieć nic oprócz: tak!

-Jeżeli ma się odwagę marzyć, zamknąć oczy i zobaczyć siebie tam, gdzie by się chciało znaleźć, to te marzenia się spełniają- uzupełnia Sebastian- Oczywiście trzeba im pomóc i wysyłać miłość, żeby ją dostać z powrotem. W naszym przypadku zadziałało :)

Rozmawiały:
Katarzyna Molenda
Karolina Bajek-Siembit