Dobrze jest czasem doświadczyć odrobiny magii w życiu – radomianin Adrian Pruski, doskonale znany szerszej publiczności jako Iluzjonista Just Edi Show, o sztuce przenoszenia widzów do świata, gdzie na ich oczach staje się niemożliwe.

Tak się zaczęło
Moja przygoda z iluzją rozpoczęła się osiem lat temu, kiedy wyjechałem do Szkocji studiować... biotechnologię. Tam zobaczyłem artystów występujących na ulicy – byli to żonglerzy, kuglarze, cyrkowcy i iluzjoniści. A ponieważ już od dawna moim hobby i pasją było ćwiczenie przeróżnie rozumianej sztuki cyrkowej, pomyślałem, że zanim rozpocznie się nauka, ja też wyjdę na ulicę i będę zarabiał pieniądze jako wędrowny artysta, aby potem łatwiej utrzymać się na studiach. Te występy zaczęły dawać mi ogromną energię i satysfakcję – niesamowicie było patrzeć, jak ludzie, którzy są wokół, świetnie się bawią widząc coś, z czym nie mają do czynienia co dzień. Poznałem profesjonalnych artystów ulicznych, którzy pokazali mi taką formę pokazów, gdzie można wyrazić swoją osobowość, co więcej – można na początku stworzyć swoją osobowość jako magika, a potem własną, osobistą energię przekazywać ludziom, dzielić się nią z publicznością. I tak jakoś wyszło, że się w tym po prostu zakochałem. Kiedy zaczęły się studia, szybko zorientowałem się, że to nie jest to, co chcę robić w życiu.



Zamiast zgłębiać tajniki biotechnologii, zacząłem podróżować razem z grupą wędrownych artystów po Europie. Występowałem na ulicy i żyłem tylko z tego, co ludzie wrzucali mi do kapelusza. Dzięki temu mogłem dalej podróżować po różnych stolicach i miasteczkach, występując i zdobywając doświadczenie w całej Europie. A później zdecydowałem, że chcę mieszkać i żyć w Polsce. Postanowiłem wrócić do kraju, chociaż oczywiście wciąż dużo podróżowałem, nadal podróżuję i wiem, że będę podróżował ze swoimi pokazami, ponieważ daje to doświadczenie, fajny rozwój i przede wszystkim możliwość poznawania nowych ludzi.


Iluzjonista samouk
Jeśli chodzi o moje pokazy, jestem samoukiem. Żonglerkę i kuglarstwo ćwiczyłem na podwórku, a iluzji uczyłem się po prostu na ulicy, obserwując innych magików, którzy na początku wcale nie chcieli zdradzać mi swoich sekretów. W momencie, kiedy sam wskoczyłem na pewien poziom, na własną rękę odkryłem arkana tej sztuki, zacząłem przynależeć do grupy magików i wtedy też zaczęliśmy dzielić się swoimi tajemnicami.


Sztuka iluzji
Dla mnie sztuka iluzji jest to sztuka tworzenia efektów, które powodują wręcz magiczne reakcje u widza, wprawiają go w przyjemne zakłopotanie, niezrozumienie tego, co przecież rozgrywa się bezpośrednio na jego oczach i tym samym dają mu świetną zabawę. Żeby osiągnąć taki rezultat, iluzjoniści mają oczywiście swoje sekrety. Za moimi stoi nic innego jak po prostu ciężka praca, trening zręczności dłoni i umiejętności odwrócenia uwagi. Nie używam specjalnych rekwizytów, nie mam asystentek, które za mnie przyciągną wzrok widza.To wszystko lata praktyki. Sztuką iluzji zawodowo zajmuję się od ośmiu lat, a ćwiczę od kilkunastu. Czy jest ryzyko jakiejś wpadki? Cóż, jeśli wykonujemy sztuczkę z cięciem asystentki na pół i coś pójdzie nie tak, zawsze w zanadrzu mamy drugą asystentkę… (śmiech).


Moje miasto Radom

Zawsze otwarcie mówię o tym, że jestem z Radomia. Bardzo lubię wspominać o naszym mieście, jestem lokalnym patriotą i mam stąd wiele świetnych wspomnień z dzieciństwa. Dlatego też organizuję w Radomiu festiwale artystów ulicznych. W tym roku na Żeromskiego zgromadziliśmy tysiące ludzi.


Braterska więź
Mój brat, który ma 8 lat, jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Staram się być dla niego nie tylko super bratem, na którego zawsze może liczyć, ale też pewnego rodzaju idolem przekazującym ważne i pomocne w życiu wartości.


Mam talent
Co daje udział w programie Mam Talent? Na pewno pomaga zwiększyć pewność siebie, która jest tak potrzebna artyście na scenie, pozwala nawiązać nowe znajomości, poszerza horyzonty i wyobrażenie tego, gdzie chcielibyśmy się znaleźć za jakiś czas. Program pomógł mi też dotrzeć do szerszego grona odbiorców oraz spełnić marzenie o występowaniu dla ogromnej publiczności i dzieleniu się swoją pasją z jak największą ilością osób. Tylko taka uwaga - Mam Talent pozwala dotrzeć do widza ze swoją treścią, ale żeby później występować – za tym kryje się cała praca menadżerska. Drogi do organizacji własnych pokazów nikt nie przejdzie za artystę. Chociaż oczywiście dzięki programowi można dać się poznać, a to jest bardzo, bardzo ważne. Stres? Tak, w Mam Talent zawsze się stresowałem, chociaż przy każdym innym pokazie z reguły po prostu wychodzę i dobrze się bawię. Tam również dobrze się bawiłem, ale świadomość wagi tego występu powodowała lekką tremę. Można to porównać do takiego ciasteczka, które nie jest dostępne ot tak w każdej cukierni, ale stanowi towar ekskluzywny, wyjątkowy w smaku.


Czary-mary!
Moje pokazy wymyślam sam od początku do końca, są one owocem ośmioletniego doświadczenia  w występach publicznych. Konsultujemy je w takiej można powiedzieć rodzinie artystów ulicznych, z którymi utrzymuję kontakty zawodowe i przyjacielskie, jakby tak policzyć to grono nawet około setki osób, a jako że działamy wszyscy na jednym rynku, staramy się do niego dostosować nasze pokazy i pomagać sobie nawzajem tworzyć treść. Najbardziej lubię występy z przedmiotami codziennego użytku, dla magika są to karty, a dla publiczności przeróżne rzeczy. Wielką frajdę sprawiają mi też iluzje z odwracaniem uwagi, zdejmowaniem zegarka albo krawatu, wyjmowaniem portfeli – takie interaktywne, które dają widzowi zastrzyk adrenaliny. Kiedy okazuje się, że magik trzyma w ręku zegarek albo inny przedmiot należący do widza, ten nagle przeżywa mały szok i myśli sobie: o, wow, co to, jak to, w ogóle nie miałem świadomości, że ktoś mi coś zabrał... Tymczasem magik był na tyle zręczny i szybki, że zdołał to niepostrzeżenie zrobić. Takie sztuczki są najbardziej widowiskowe i najbardziej prowokują pytanie: jak to w ogóle jest możliwe?

Zapraszamy na show
Występuję dla ludzi w każdym wieku, ale moją ulubioną i docelową grupą odbiorców są dorośli. Dziecko jest znacznie łatwiej „oczarować”, dlatego pokazy dla najmłodszych to oczywiście również duża frajda i przyjemność, ale spełnieniem moich osobistych ambicji jest oszukiwanie w tym pozytywnym sensie tej wymagającej bardziej oryginalnej treści, starszej publiczności. Na szczęście moje pokazy są tworami komediowymi dobrej energii i zawsze wywołują pozytywne reakcje i zdarzenia. Występowałem już w wielu miejscach na całym świecie: Edynburgu, Londynie, Wiedniu, Indiach. W zeszłym roku miałem okazję bawić ludzi na ulicach Las Vegas i San Francisco. Ta możliwość występowania bezpośrednio na chodnikach daje iluzjonistom szansę do zaprezentowania swojego repertuaru praktycznie wszędzie bez wcześniejszych specjalnych zabiegów organizacyjnych. W tym roku lecę do Stanów już na zorganizowany pokaz, ale na pewno będę również występował na ulicy.


Jak przyciągnąć uwagę ludzi?
Generalnie dla widza ma to wyglądać ostatecznie tak, że artysta po prostu staje i robi swoje, ale za tym kryje się masa profesjonalnych socjotechnik wypracowywanych przez lata, które jednak muszą pozostać tajemnicą środowiska iluzjonistów. Przepraszam, ale taki zawód.

Rozmawiała Katarzyna Molenda