Paweł Bilewski
organizator
Tattoo Jam Radom






Wszystko zaczęło się od mojej fascynacji koszykówką oraz postacią słynnej gwiazdy NBA Dennisa Rodmana, pierwszego tak wytatuowanego koszykarza.

Poza tym mój świętej pamięci tata pracował jako lekarz więźniów osadzonych w areszcie śledczym. Kiedy jako mały chłopiec przesiadywałem w jego gabinecie i patrzyłem, jak osłuchuje tych swoich pacjentów, z których większość była wytatuowana, mój umysł dziecka kojarzył te wzory na ciele nie tyle z przestępstwem, co z twardym światem mężczyzny. Tatuaż symbolizował dla mnie przede wszystkim męskość. Potem nastał czas wspomnianej koszykówki, ale także muzyki rockowej, której wykonawcy oraz fani również często byli wytatuowani. Następnie przyszły lata emigracji, spędzone w Stanach Zjednoczonych, gdzie przeważnie był czas tylko na pracę, ale kilka dużych konwentów tatuażu udało się odwiedzić. I wrócić do Polski z myślą, że fajnie byłoby zobaczyć coś takiego również u nas.


Święto tatuażu
W 2008 r.  w Polsce odbyły się dwie duże konwencje tatuażu – wcześniej również kilka powstało, ale po dwóch edycjach się zamykały, przeważnie ze względów finansowych. Wtedy zadałem sobie pytanie: czemu nie zrobić czegoś takiego w Radomiu? Na pewno największą inspiracją był dla mnie krakowski Tatoofest, największa tego rodzaju impreza w Polsce. Zaczęliśmy bardzo skromnie, w Łaźni. Było chyba 4 tatuatorów i potężny mur niechęci ze strony sponsorów oraz ówczesnych władz miasta. W końcu zdecydowałem się na formę wystawy malarskiej i fotograficznej połączonej z tatuażem, żeby delikatnie zakamuflować drażliwy temat. A że przecież każdy tatuator to artysta, który też fotografuje i maluje, było co pokazać. Potem po dwuletniej przerwie zorganizowaliśmy kolejną edycję w Czytelni Kawy, potem w Katakumbach i takie największe apogeum – w Galerii Rosa w 2015 r. Tu już mieliśmy pięćdziesięciu wystawców, ze Stanów przyleciał słynny Randy, który potem zawsze podkreślał, że jego wizyta tutaj to nie był element jakiegoś dłuższego tournee po Europie, tylko specjalnie przyjechał do Radomia na Tattoo Jam. Byli artyści z Litwy, Białorusi, Wielkiej Brytanii. Impreza trwała 3 dni, co warto zaznaczyć, bo wszystkie inne konwenty w Polsce trwają dwa.


Magia Tattoo Jam
W tym roku ze względu na dużą ilość moich zobowiązań Tattoo Jam potrwa jeden, ale za to bardzo intensywny dzień. Zobaczymy około 30 wystawców, 20 różnych salonów i rekordową ilość 15 konkursów w tak krótkim czasie. Wstęp jak zawsze wolny – to jest coś, czego będę się trzymał rękami i nogami. Bardzo pilnujemy, aby Tattoo Jam nie stał się imprezą komercyjną i każdy, kto przyjedzie do naszego miasta odczuł, że to zupełnie inny klimat. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że Radom wyjątkowo silnie stoi na polskiej scenie tatuażu i jest naprawdę doceniany w tym zakresie np. przez Piotra Wojciechowskiego z bardzo zasłużonego dla naszej kultury Muzeum Tatuażu. Gdyby tylko również miasto doceniło to, co ma, mogłoby powstać naprawdę imponujące wydarzenie. Dwa lata temu udało nam się uzyskać patronat prezydenta Witkowskiego, więc może powoli zmierzamy w dobrym kierunku...
Każda edycja Tattoo Jam potwierdza, że jest to impreza dla wszystkich. Przychodzą na nią ludzie w każdym wieku, z tatuażami i bez. Zawsze mamy mnóstwo zwiedzających po 50 czy 60 roku życia, którzy są ciekawi, jak to wygląda. Oczywiście nie może zabraknąć również dzieciaków - zawsze któryś artysta się otwiera i maluje im flamastrem tymczasowe tatuaże.


Tattoo Jam to rodzinne święto tatuażu
Jestem dumny z tego, że potem każdy podkreśla wyjątkową atmosferę Tattoo Jam Radom, którego przecież nie można porównywać z największymi polskimi wystawami. A jednak to my robimy coś wyjątkowego.


Moje tatuaże
Ja sam pierwszy tatuaż zrobiłem w wieku 17 lat. Chodziłem do liceum Kopernika i byłem zagrożony z angielskiego, więc rodzice wysłali mnie na 2 - miesięczny obóz do Brighton. W pierwszym tygodniu mojego pobytu w Anglii wszystkie otrzymane od nich pieniądze wydałem na tatuaż. Później trochę pocierpiałem z głodu, ale tatuaż zrekompensował mi wszystkie niedogodności ;) A potem już poszło. Na razie nie planuję nic nowego. Wszystkie moje tatuaże są spontaniczne. Myślę, że 70 % z nich powstało bez żadnych większych przemyśleń, po prostu spodobał mi się wzór i chciałem być jeszcze bardziej wytatuowany. Chyba każdy, kto tak jak ja ma większą ilość tatuaży, te pierwsze przeżywa o wiele bardziej. Patrząc na moje tatuaże, raczej nie myślę o samym wzorze, tylko o tym, kiedy i w jakich okolicznościach go zrobiłem. W Stanach czy w Anglii praktycznie co druga osoba jest wytatuowana. U nas jeszcze niekoniecznie, ale w sumie nieprzyjemne sytuacje spotykają mnie bardzo rzadko. Chyba jestem też tego rodzaju osobą, że rozmawiając ze mną szybko przestaje się widzieć tatuaże i zamiast tego dochodzi się do wniosku, że jestem całkiem normalnym facetem. Często ludzie zaczepiają mnie i mówią, że też chcieliby zrobić sobie tatuaż. Pytam: jaki wzór byś chciał i słyszę: a w sumie to nie wiem. Coś na rękę może. Takie czarno-białe. Albo może kolorowe. Ale jaki wzór? No nie wiem, coś byś mi znalazł. Okej, a co lubisz? W sumie to nie wiem. Taki klient to najgorsza zmora każdego tatuażysty. W końcu kto, jak nie ty, może wiedzieć, co chcesz nosić na swoim ciele do końca swojego życia?


Co tatuujemy?
Chyba widziałem już wszystkie możliwe wytatuowane części ciała. W Krakowie był przypadek wykonania tatuażu, gdzie w efekcie męskie przyrodzenie stało się nosem Gonza z Muppetów. Inny mężczyzna z kolei wytatuował sobie całe pośladki. Natomiast mój kolega tatuował jednej osobie pasek od klapka - japonka na stopie...
Podczas Tattoo Jam powstają głównie duże prace, widać, że ludzie dojrzeli do tego, aby od razu skoczyć na głęboką wodę. Kiedyś zaczynało się od małego tatuażu, chociaż ja zawsze mówię, żeby pierwszy tatuaż zrobić trzy razy większy niż się myśli, bo potem zawsze chce się większy. A przekrój tematyczny jest różny. Powiedzmy, że obecnie widać boom na tatuaże realistyczne: postacie z filmów, portrety (przeważnie czarno-szare), natomiast jeśli chodzi o tatuaże kolorowe, to panuje moda na projektowanie 3D. Artyści tworzą wzory w programach 3D na tabletach i komputerach, przenoszą to na skórę i też fajnie to wygląda, chociaż numerem jeden jest chyba jednak realistyka. Wciąż zdarzają się też old schoole, chociaż od półtora roku coraz mniej, moda na nie trwała przez około 5 lat i już chyba się kończy. Old school, czyli na przykład tatuaże marynarskie - kobieta, kotwica itp. Gruby kontur, żadnych cieni. New school przy zachowaniu podstawowych zasad z old ma już lekkie cienie.


Maoryski wojownik
Na szczęście ludzie dali sobie spokój z tatuowaniem chińskich znaków. Kiedy byłem w Chicago, dziennikarze z Chicago Tribune zrobili eksperyment: wyszli na ulicę z przedstawicielem ambasady chińskiej, zaczepiali osoby z tego typu tatuażami i pytali ich, co tak naprawdę chcieli mieć wytatuowane, a przedstawiciel ambasady chińskiej informował ich, co mają w istocie. Na kilkadziesiąt przypadków chyba nawet jeden nie miał właściwego znaczenia. Poza tym tych dialektów jest tyle, że coś, co oznacza siłę w jednym, w pięciu innych może symbolizować słabość.
Także ludzie wyrośli już z chińskich znaków, ale teraz z kolei nastała moda na tatuaże maoryskie w stylu Dwayne Johnsona, czyli The Rocka. Obecnie każdy chce być maoryskim wojownikiem, chociaż mnie osobiście przy tym zawsze nasuwa się pytanie, czy jakiś Maorys kiedykolwiek wytatuował sobie np. polską husarię. Ten temat poruszaliśmy z Tomaszem Madejem z Muzeum Azji i Pacyfiku. Dowiedziałem się, że Wysp Dziewiczych są tysiące i na każdej z nich jest inny język. Tomasz stwierdził, że nawet The Rock, który faktycznie ma maoryskie korzenie, niekoniecznie musi wiedzieć, co konkretnie ma wytatuowane. Ogólnie jest to temat nie do ogarnięcia i jeśli już ktoś koniecznie chce sobie zrobić taki tatuaż, niech lepiej tam nie jedzie, bo można się narazić na kpiny, śmiech albo coś gorszego. Zresztą, po co kopiować inne kultury? Jakiś czas temu była z kolei moda na japońszczyznę. Przyznam, że sam mam wytatuowaną rybę koi, ale ona akurat symbolizuje powrót do domu, a że będąc na emigracji w Stanach ja również chciałem do tego domu wrócić, to jeszcze nie jest najgorzej.
Oczywiście jest też moda na symbole patriotyczne, chyba dobra, o ile nie wiąże się to z jakimś skrajnym myśleniem i zachowaniami. Za to tatuowanie imion powoli odchodzi, zwłaszcza, że bywają problematyczne. Jeszcze portrety i imiona dzieci to jest jakaś stała w naszym życiu. Gorzej bywa z relacjami partnerskimi… Teraz na szczęście mamy możliwość usuwania błędów młodości. Można je też rozjaśnić i pokryć innym tatuażem. Proces coverowania, czyli zakrywania starych tatuaży nowymi to też jest cała odrębna gałąź artystyczna.


Cudze chwalicie...
Polscy artyści są bez wątpienia jednymi z najlepszych na świecie. Myślę, że z topowej półki dziesięciu najlepszych siedmiu na pewno znalazłoby się w światowej czołówce. Wszyscy uciekają na Zachód i zachwycają się tamtejszymi studiami tatuażu, podczas gdy jest prawdziwa kopalnia nieodkrytych talentów także na Wschodzie – Ukrainie, Białorusi, Rosji. Prace pokazywane na przykład na konwencie w Moskwie są tak niesamowitymi dziełami sztuki, że śmieję się, że ci tatuatorzy chyba musieli pakty z diabłem podpisać, żeby stworzyć coś takiego.


Dobrze to przemyśl
Ostatnio pewien 16-latek z ojcem zapytali mnie: czy gdyby Pan miał 16-letniego syna, to pozwoliłby Pan mu się wytatuować? Odpowiedziałem, że absolutnie nie. Po to jest ta granica wieku, żeby można było dojrzeć do zrobienia tatuażu. Także jeżeli nie dasz się odwieść od tego zamiaru i po dwóch latach nadal będziesz chciał mieć ten sam wzór, który sobie wcześniej wymyśliłeś, to go sobie zrób. Tylko nigdy, przenigdy nie zdawaj się w tej kwestii na kolegę-amatora. Jeśli już podejmujesz taką decyzję, wydaj te pieniądze na naprawdę dobre studio. Teraz jako ojciec rozumiem moich rodziców, którzy nie chcieli, żebym ja się tatuował. I tak się zastanawiam – czy ja sam chciałbym, żeby mój syn pod tym względem poszedł w moje ślady? Chyba wolałbym nie, bo jest tak śliczny, że nic więcej mu nie potrzeba.


Rozmawiała Katarzyna Molenda

Foto: Kinga Sara Wolak,  Piotr Wojciechowski