W czasach, gdy ten sam produkt możemy kupić we wszystkich sklepach danej sieci na terenie całego kraju i nie tylko, zachowanie oryginalności czy znalezienie wyjątkowego podarunku dla kogoś bliskiego nie przychodzi łatwo. Tymczasem w Radomiu Beata Iwanicka, młoda mama z prawdziwą pasją do szycia, tworzy prawdziwe arcydzieła - ręcznie robione lalki, które powstają z myślą o konkretnych osobach. O swoim hobby opowiada czytelnikom CityBonus.

Przygoda z szyciem
Tak naprawdę wszystko zaczęło się już w dzieciństwie. Maszyna do szycia była w domu, odkąd tylko pamiętam. Moja mama jest po szkole odzieżowej i wciąż szyła dla nas różne rzeczy,  więc ten dźwięk towarzyszył mi od najwcześniejszych lat, nie myślałam jednak, że w przyszłości sama pójdę w jej ślady. Ale wiedziałam mniej więcej „z czym to się je”, a własną przygodę z szyciem rozpoczęłam w momencie, gdy na świecie pojawiły się moje dzieci. Chciałam, żeby miały coś swojego, oryginalnego. Coś, czego nie znajdziemy na sklepowych półkach ani u nikogo innego. I tak zaczęłam tworzyć dla nich kołderki, narzutki i podusie, aż w końcu postanowiłam, że zrobię dla córki lalkę. Małej bardzo się ona spodobała. Ciągle ją przytula, ściska, całuje...


Niech świat się dowie

Taką „matką chrzestną” całego tego przedsięwzięcia, dzięki której moje hobby wypłynęło na światło dzienne, jest moja szwagierka. To ona wrzuciła zdjęcie jednej z uszytych przeze mnie lalek na portal społecznościowy, gdzie zebrałam dużo entuzjastycznych opinii. A potem kilka osób poprosiło mnie, abym zrobiła takie lalki również dla nich, bo na przykład chcieli podarować komuś wyjątkowy prezent - i to nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Zgodziłam się i nieoczekiwanie ta, jak to mówi moja mama, „dłubanina przy tkaninach i maszynie”, powoli stała się moją pasją.

Zobaczmy, kim jesteś
Jak powstaje lalka? Najpierw muszę zrobić wykrój o kształcie ciałka, później przenoszę go na tkaninę, wycinam, zszywam i wypełniam antyalergiczną kulką silikonową. Używam wyłącznie bezpiecznych, certyfikowanych tkanin, ponieważ większość lalek jednak trafia do dzieci. Włosy są wykonane z wełny i doszyte w taki sposób, żeby żaden z nich z głowy nie spadł. Buźki maluję niespieralnymi farbkami przeznaczonymi do materiałów. Później natomiast zaczyna się moja inwencja twórcza. Ubiór zazwyczaj dobieram spontanicznie. Patrzę na gotowego ludzika i w głowie pojawia się myśl, na kogo mi on wygląda – marynarza, pielęgniarkę czy tancerkę...  Nie ma dwóch takich samych laleczek, każda z nich stanowi indywidualny, tworzony z myślą o konkretnej osobie projekt i ma załączony liścik do swojego nowego właściciela.

FriendlyDolls by B.
Jakiś czas temu założyłam na facebooku profil, który nazwałam FriendlyDolls by B. Dlaczego tak? Ponieważ moje lalki szyję
z myślą, że staną się nowymi przyjaciółkami, dobrymi kumplami swoich właścicieli. Ja bardzo lubię dawać ludziom prezenty i sprawiać im w ten sposób przyjemność. A kiedy tworzę lalkę pod kątem danej osoby, chcę jej w ten sposób przekazać, że jest kimś wyjątkowym i nikt inny takiej lalki mieć nie będzie. Wcześniej dostaję informację, jaki dokładnie jest przyszły właściciel, co lubi, czym się zajmuje... albo jaki ma kolor włosów, bo czasem lalka ma stanowić mini wersję swojego posiadacza. Kiedyś szyłam lalkę dla pani, która ma brązowe włosy, uwielbia kolor czarny i w ten sposób właśnie się nosi. Później otrzymałam wiadomość, że zrobiona na jej podobieństwo lalka to prezent idealny. Takie chwile utwierdzają mnie w przekonaniu, że mogę i powinnam się tym zajmować, bo wychodzi z tego coś fajnego.


Komu laleczkę?
Dla mnie tworzenie lalek to sama frajda, więc jeśli ktoś z Państwa widziałby siebie lub kogoś ze swojej rodziny albo przyjaciół w roli posiadacza swojej własnej FriendlyDoll, z ogromną przyjemnością ją wykonam. Wystarczy odnaleźć profil FriendlyDolls by B. na facebooku i wysłać do mnie wiadomość.

Rozmawiała Katarzyna Molenda

Foto: Krzysztof Iwanicki / Eliza Wilczyńska