1 stycznia 2017 r. rozpoczął się jubileuszowy sezon 25-lecia istnienia zespołu CARPE DIEM. Z tej wyjątkowej okazji o trudnej drodze do sukcesu oraz pisaniu, graniu i życiu w myśl zasady „chwytaj dzień”, specjalnie dla czytelników CityBonus opowiada Szymon Wydra.

1992

NA POCZĄTKU BYŁA MUZYKA

Zespół Carpe Diem założyłem w 1992 roku, kiedy miałem 16 lat. Przez pierwsze dwa lata wraz z Piotrem Dąbrówką tworzyliśmy duet poezji śpiewanej i piosenki literackiej. Wówczas komponowaliśmy bardziej melodie do tekstów np. Leopolda Staff a, Jarosława Iwaszkiewicza, Władysława Broniewskiego oraz innych poetów. Potem zaczęliśmy pisać również całkowicie własne utwory. Piotr do dzisiaj pozostaje blisko szeroko pojętej poezji śpiewanej, a ja po jakimś czasie uznałem, że trzeba coś zmienić, nieco udoskonalić, rozszerzyć i wzmocnić to brzmienie. I tak przez kolejne lata zespół ewoluował poprzez różne style muzyczne, po poezji śpiewanej i piosence literackiej wpadliśmy w nurt, który można nazwać jazz-rockiem.

Była to ciężka, trudna muzyka z niewielką ilością odbiorców, ale to nam wtedy akurat w duszy grało. Następnie takim jednym z większych sukcesów dla nas jeszcze w latach 90 było zaproszenie do programu Markomania Marka Niedźwieckiego, który nadał temu, co wówczas robiliśmy, swoją własną nazwę - „piosenka autorska progresywna”. Rzeczywiście, to jazzowanie, te poszatkowane rytmy i złożoność muzyki cały czas w nas tkwiła i z nami została, ale postanowiliśmy całość okrasić ładnymi melodiami.

To zaproszenie miało dla nas ogromne znaczenie, podobnie jak fakt, że Marek Niedźwiecki nie bał się powiedzieć na antenie, że po raz pierwszy w historii swojej pracy jako dziennikarza muzycznego zdecydował się wyemitować zespół muzyczny z tak zwanego zwykłego cd-rooma, a nie z płyty, którą można nabyć w sklepie.

CORAZ BLIŻEJ

I tak w Polskim Radiu Trójce poleciała nasza piosenka Murzynek Bambo, a regionalne listy przebojów szybko ją podchwyciły. Murzynek... bardzo dobrze sobie radził w tych starciach, podobnie jak nasza kolejna piosenka Taki na nas widok, aż w końcu, akurat kiedy zespół Perfect nagrał swoich słynnych Niepokonanych, my wypuściliśmy utwór Lato minęło. Do dzisiaj mam archiwalne numery gazet, na łamach których drukowano listy przebojów, gdzie nasze Lato widnieje przed Perfectem. To było dla nas bardzo nobilitujące i mobilizujące do dalszego działania. I nie poddawania się.

DLACZEGO MÓWIĘ O NIE PODDAWANIU SIĘ?

Ponieważ pierwsze 10 lat naszego jestestwa na jakże trudnej polskiej scenie muzycznej to było bicie głową w mur, ciągła walka o swoją pierwszą, wymarzoną płytę, na którą czekaliśmy dekadę.

Przyznajcie, trzeba mieć zdrowie, cierpliwość, nerwy i samozaparcie, żeby przez tyle lat się nie rozpaść i nadal wierzyć, że to wszystko ma sens i kiedyś nam się uda.

2002

DROGA NA SZCZYT

Jeszcze przed przełomowym dla nas 2002 rokiem udało nam się powygrywać sporo festiwali o zasięgu lokalnym i ogólnopolskim – piosenki rockowej i... poezji śpiewanej. Bo wówczas ta piosenka autorska progresywna, jak określił to Marek Niedźwiecki, pozwalała nam na taką różnorodność. Do dzisiaj wśród nas panuje przeświadczenie, że śpiewać trzeba o czymś.

Pewnego pięknego dnia w 1999 r. dziennikarze muzyczni Gazety Wyborczej stworzyli mapę Polski, na której wyodrębnili 10 jeszcze mało znanych kapel, które ich zdaniem w przyszłym wieku będą miały coś do powiedzenia w polskiej muzyce. Znaleźliśmy się w tej dziesiątce i jak się okazało, mieli rację, bo trzy lata później udało nam się wydać swoją pierwszą płytę, na której znalazły się takie hity jak piosenka Do nieba nie chodzę, bo jest mi nie po drodze ( specjalnie zacytowałem początek refrenu, ponieważ te słowa są bardziej znane niż oryginalny tytuł Teraz wiem) czy Pozwól mi lepszym być – utwór, który święcił triumfy przez 48 tygodni na najważniejszych listach przebojów na RMF-ie czy w Radiu Zet. To był dla nas ogromny sukces, ponieważ o tej pozycji decydowały głosy słuchaczy, a jak wiadomo dla artysty nie ma niczego ważniejszego.

2005

ŻYCIE JAK POEMAT

A potem były koncerty, koncerty, koncerty… i wreszcie nastał rok 2005, kiedy ukazała się nasza kolejna płyta ze słynną piosenką Życie jak poemat, która też stała się wielkim przebojem i niejako hymnem naszego zespołu. Płyta nosiła tytuł Bezczas i właśnie piosenką Bezczas, Życie jak poemat, Gdzie jesteś dziś oraz innymi utworami z tego albumu wygraliśmy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Na naszej półce stoi Superjedynka za najlepszą płytę rockową tamtych lat. To też wszystko zasługa naszych fanów. Dwa lata później wydaliśmy kolejną płytę Remedium i znowu udało nam się nagrać wielki przebój, po dziś dzień śpiewany i grany przez rozgłośnie radiowe - Jak ja jej to powiem. Jest to taki trochę żart tekstowy i muzyczny, który bardzo przypadł ludziom do gustu. Napisaliśmy ją z premedytacją, aby pokazać wszystkim, że nie jesteśmy smutasami i potrafimy także bawić się słowami i muzyką.

2010

W 2010 r. nagraliśmy kolejny album zatytułowany Powołanie – to jest taka najbardziej mroczna i moim zdaniem trochę niedoceniona pozycja w naszej dyskografii. Sam bardzo często do niej wracam, bo uważam te piosenki za niezmiennie aktualne. Wśród nich znajduje się utwór Będę sobą, do którego nakręciliśmy klip w niesamowitej scenerii miasta jak po nuklearnym wybuchu. Gorąco wszystkich namawiam do jego obejrzenia.

W 2014 r. nagraliśmy nasz ostatni na tę chwilę album V Element, na którym również znalazło się parę fajnych dźwięków i tekstów. Niektóre powstały przy udziale mojej żony, za co jej bardzo dziękuję. A teraz przyszedł rok 2017 i chodzi nam po głowie myśl, aby ten nasz jubileusz również okrasić jakimś krążkiem. Ale zawsze uważałem, że nic na siłę. Jeśli uda nam się to zrobić, to świetnie, jeśli nie – nic nie szkodzi. Muzyka to nie są wyścigi, płyty trzeba wydawać wtedy, gdy jest na nie dobry czas, kiedy ma się do powiedzenia coś nowego, zarówno ludziom, jak i sobie samym. W przeciwnym razie może powiać sztucznością.

Nie chcemy wykonać falstartu, więc na razie nic nie będę obiecywał. Na pewno pomysłów nam nie brakuje, jesteśmy bardzo płodnym zespołem, a naszym największym sukcesem jest to, że wciąż, od 25 lat mamy dla kogo grać. Nie tylko w Polsce, ale również za granicą, bo mieliśmy okazję występować w Niemczech, w Czechach, dwa razy w Amsterdamie, Wiedniu, a nawet w Meksyku.


CARPE DIEM

Z chłopakami z zespołu żyjemy pod jednym niebem i tworzymy drugą rodzinę pod imieniem i nazwiskiem Carpe Diem. Jest to również nasza życiowa filozofia. Chwytaj dzień – czyli wykorzystuj szanse, które daje ci los. Któregoś dnia w 2001 r. postanowiłem pójść do Szansy na sukces i miałem radość wygrać odcinek z udziałem Ryszarda Rynkowskiego. Dzięki temu poznałem mnóstwo fantastycznych artystów, z którymi do dzisiaj jesteśmy na stopie przyjacielskiej – zespół Łzy, IRA, Perfect, Raz Dwa Trzy, Kombi, Feel, Małgorzatę Ostrowską. Także mamy swoje bratnie dusze w bardzo różnych trendach muzycznych i to jest właśnie fajne – fakt, że muzyka łączy. A ponieważ tak dobrze poszło mi w Szansie, rok później postanowiłem spróbować swoich sił w pierwszej edycji Idola. Wraz z tym przyszła popularność i olbrzymi sukces komercyjny w dobrym tego słowa znaczeniu. Trzecie miejsce w tej najbardziej zapamiętanej edycji, w której wzięli udział także Ewelina Flinta, Ala Janosz, Ania Dąbrowska i Tomek Makowiecki, czyli ludzie, którzy po dziś dzień są obecni na polskiej scenie muzycznej.

ĆWIERĆWIECZE NA SCENIE

25 lat spędzonych na koncertach, spotkaniach z fanami, na tworzeniu muzyki z moimi przyjaciółmi z Carpe Diem. To dobry moment, aby bardzo serdecznie pozdrowić cały zespół, naszych wiernych fanów, dla których możemy grać już taki kawał czasu, a także wszystkich muzyków, którzy przewinęli się przez Carpe Diem. Wiadomo, życie pisze różne scenariusze, niektórzy z różnych powodów nie mogli dłużej z nami grać, ale co ważne, nigdy nie było wśród nas rozstań spowodowanych jakimiś nieporozumieniami czy scysjami. Z każdym mamy stały, dobry kontakt. Cóż, Wydra to jest zwierzę stadne, które bardzo lubi ludzi i się do nich przywiązuje. Mamy nadzieję, że ten rok będzie dla nas udany, aczkolwiek ja jestem nauczony, aby wszystko jeść małymi łyżeczkami, bo jedną wielką chochlą to można się tylko zakrztusić. Także zamierzamy powoli iść do przodu, ciesząc się z każdego dnia, z każdego koncertu oraz oczywiście przede wszystkim dbając o naszych fanów.

A tak jak jakiś muzyk kiedyś zaśpiewał, „co ma być, to będzie”. To chyba nawet byłem ja :)

ROZMAWIAŁ GRZEGORZ MAJAK

RED. KATARZYNA MOLENDA


fot.M-STUDI PRODUCTION