Boże Narodzenie stanowi jedno z głównych świąt chrześcijańskich, obchodzone na pamiątkę narodzin Jezusa Chrystusa. Nie bez powodu nazywane jest najbardziej magicznym okresem na przestrzeni całego roku, ponieważ pomimo tego, że już od wielu lat grudzień nie rozpieszcza nas śnieżnym krajobrazem, wciąż mało kto jest w stanie oprzeć się wyjątkowej atmosferze tych dni.

Trochę historii
Geneza Bożego Narodzenia według różnych źródeł sięga początku lub pierwszej połowy IV wieku. Wówczas w Rzymie w dniu przesilenia zimowego (25 XII) wprowadzono święto, które zgodnie z jedną z teorii miało stanowić chrześcijańską przeciwwagę dla obchodzonych pod tą datą w Wiecznym Mieście narodzin boga Słońca. Inna teoria wiąże to wydarzenie z wywodzącą się z apokryfów tradycją wyznaczającą poczęcie Jezusa na 25 III. Święto szybko upowszechniło się w świecie chrześcijańskim, zarówno na Zachodzie, jak i w Kościele wschodnim.

Liturgia Bożego Narodzenia
Charakterystyczny rys liturgii Bożego Narodzenia stanowią 3 msze, początkowo odprawiane przez papieża, a od VII w. przez wszystkich kapłanów: o północy, o brzasku i w ciągu dnia. Msza dzienna ma najdłuższą tradycję: pasterkę, czyli mszę o północy wprowadzono w drugiej połowie V w., natomiast mszę poranną odprawiano od VI w., początkowo ku czci św. Anastazji. 3 msze miały symbolizować potrójne narodziny Chrystusa: odwieczne zradzanie się Syna Bożego w Trójcy Św., przyjście na świat w ludzkim ciele oraz mistyczne narodziny w duszach wiernych. Ów ryt utrzymał Sobór Watykański II, który dokonał gruntownej reformy liturgii święta, ustalając też, że tzw. czas Bożego Narodzenia trwa od nieszporów 24 grudnia do uroczystości Chrztu Pańskiego, przypadającej na niedzielę po Objawieniu Pańskim, tj. święcie Trzech Króli (6 stycznia).


Vigilia (łac.), czyli czuwanie

Wigilia Bożego Narodzenia w kościele łacińskim obchodzona jest 24 grudnia, w kościele greckokatolickim i prawosławnym w związku z posługiwaniem się kalendarzem juliańskim – 6 stycznia, natomiast w kościele katolickim obrządku ormiańskiego – 5 stycznia. Zgodnie z polską tradycją, punkt kulminacyjny tego dnia stanowi uroczysta wieczerza. Sygnałem do zasiadania przy stole jest ukazanie się na niebie pierwszej gwiazdki – symbolu gwiazdy betlejemskiej, która poprowadziła pasterzy oraz trzech mędrców do stajenki będącej miejscem przyjścia na świat Bożej Dzieciny. Rozpoczęcie ucztowania poprzedza wspólna modlitwa, czytanie fragmentu Ewangelii św. Mateusza albo Łukasza dotyczącego narodzin Jezusa oraz dzielenie się opłatkiem przy wzajemnym składaniu sobie życzeń. Chociaż już od dawna w Wigilię nie obowiązuje post, zdecydowana większość ludzi deklaruje, że z przywiązania do tradycji tego dnia nie spożywa pokarmów mięsnych. Na stole powinno znaleźć się 12 bezmięsnych potraw, pochodzących z czterech miejsc: z lasu (grzyby), z ogrodu (owoce), z pobliskich jezior i strumieni (ryby) oraz z pola (zboże). Dlatego w ten wieczór podaje się karpia czy najstarsze wigilijne danie - kutię, czyli słodką masę z gotowanej pszenicy, miodu i maku.


Dawne wierzenia
Podobnie nie sposób wyobrazić sobie Wigilii bez mających swoje źródło w prastarych obrzędach pogańskich zwyczajów oraz symboli. Według dawnych wierzeń dodatkowy talerz na stole przeznaczony był owszem dla przypadkowego wędrowca, w dużej mierze chodziło jednak o gości z zaświatów – naszych przodków oraz zmarłych członków rodziny. To z myślą o powracających na Święta duszach przygotowywano również potrawy ze szczególnie preferowanego przez nich maku, ziaren oraz grzybów. Umieszczanie siana pod obrusem jest z kolei pozostałością obchodów dawnego święta agrarnego, obecnie symbolizującą narodziny Jezusa w ubóstwie. Powszechne są również przekonania, że należy skosztować każdej potrawy z wigilijnego stołu, a także unikać kłótni i sprzeczek w tym dniu, ponieważ mogłyby się ciągnąć za nami przez cały kolejny rok.


Choinka dawniej
Kolebką zwyczaju ubierania choinki są Niemcy. W Polsce tradycja ta pojawiła się dopiero na przełomie XVIII i XIX w. - początkowo wyłącznie w miastach, podczas gdy na wsiach królowały podłażniki, czyli czubki jodły lub świerka albo sosnowe gałęzie wieszane pod sufitem. Przyozdabiano je jabłkami, orzechami, piernikami, wydmuszkami jajek, kolorową bibułą i piórkami, słomianymi gwiazdkami, wstążkami i przede wszystkim światami, jak nazywano kolorowe krążki opłatków. Lud wierzył w ich magiczną moc zapewniania urodzaju i wszelkiego powodzenia.


Choinka dziś
Współczesne ozdoby choinkowe również są pełne znaczenia: gwiazdy na czubku mają pomagać bliskim w powrocie do domu z dalekich stron, kuliste bombki to figury idealne – symbole boskości, jabłka przypominają o kuszeniu Adama i Ewy, zawijane w sreberka orzechy przynoszą dobrobyt, papierowe łańcuchy wzmacniają rodzinne więzi, a włos anielski gwarantuje domowi opiekę aniołów. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, co obecnie oznacza przystrojone bożonarodzeniowe drzewko: zieleń w środku zimy, czyli stale odradzające się życie, rajskie „drzewo poznania dobra i zła” czy rozświetlony drogowskaz ułatwiający duszom podróż na Święta do domu? A może wszystko po trochu...


Jasełka
Aby prześledzić genezę jasełek, należy cofnąć się aż do XIII wieku. Na przestrzeni stuleci bezimienni, wiejscy artyści brnęli przez zaspy od wioski do wioski i od chaty do chaty ze swoim repertuarem i dobrym słowem dla gospodarzy. Nieco odmienne od tego ludowego teatru jasełka miejskie, po usunięciu z kościołów zagościły na placach i ulicach miast, niezmiennie zawierając w sobie treści najbliższe sercu polskiego ludu.


Kolędy
Tradycyjne pieśni o Bożym Narodzeniu, które wykonuje się od pasterki. Jeszcze wcale nie tak dawno temu mieszkańcy wsi w drodze na mszę o północy 24 grudnia udawali się do swoich zagród dla zwierząt i dzielili
z nimi opłatkiem.


Sylwester

W X wieku rozpowszechniło się proroctwo, według którego w tysięcznym roku miał nastąpić koniec świata. Strach przed nadciągającą apokalipsą przybrał ogromne rozmiary, historycy mówią nawet o „milenijnym kryzysie”. Kiedy jednak minęła północ 999 r., a świat trwał nadal w niezmienionym kształcie, ludzie wyszli na ulice z pochodniami, aby dać wyraz swojej radości i świętować nadejście nowego roku. Papież Sylwester II udzielił wtedy specjalnego błogosławieństwa Urbi et orbi, czyli Miastu i światu. To właśnie na jego cześć noc z 31 grudnia na 1 stycznia nosi nazwę Sylwestra.


Nie dać się zwariować

Niestety, dla wielu Polaków jednym z czołowych skojarzeń odnośnie Świąt Bożego Narodzenia jest... stres. Stres związany z niezliczonymi godzinami spędzanymi na sprzątaniu najbardziej zapomnianych zakątków domu czy mieszkania, gotowaniu, smażeniu, pieczeniu, poszukiwaniach idealnych upominków oraz ciągłym wystawaniu w kilometrowych kolejkach w marketach po jeszcze jedną paczkę maku albo pudełko bombek. W efekcie zasiadając do wigilijnej wieczerzy, jesteśmy tak zmęczeni całą tą przedświąteczną gonitwą i dążeniem do przygotowania perfekcyjnych Świąt, że na cieszenie się samymi Świętami, perfekcyjnymi czy nie, zwyczajnie brakuje już sił. Najchętniej zamiast rozmawiać poszlibyśmy się zdrzemnąć, po ulepieniu stosu pierogów nie możemy już na nie patrzeć, a jak jeszcze jakaś ozdoba wisi krzywo na choince... Może w tym roku warto spróbować trochę ograniczyć listę rzekomo niezbędnych do zrobienia rzeczy, podzielić się domowymi obowiązkami z resztą rodziny oraz zwyczajnie zaakceptować fakt, że odrobina kurzu w tej czy innej szafce lub jedna mniej potrawa na stole naprawdę nie stanowią o jakości Świąt. Cieszmy się towarzystwem bliskich, kultywujmy dawne tradycje, odpocznijmy i chociaż raz poczujmy, że naprawdę spędziliśmy wyjątkowy czas. Wtedy jakby nie było, będzie idealnie.


Oprac. Katarzyna Molenda

Foto:Chroma Stock