Jak znani radomianie spędzają Święta Bożego Narodzenia? Dla kogo są one radosne, a dla kogo bardziej refleksyjne? Komu zdarzyło się zapalić choinkę? Zobaczcie sami!


WŁODZIMIERZ WOLSKI

Święta w moim domu zawsze kojarzą mi się z bardzo rodzinną atmosferą oraz choinką i prezentami. Z lat dzieciństwa pamiętam również, że było mroźno i śnieżnie, a Mama jak szliśmy na pasterkę ubierała nas z siostrą w kożuchy, czapki, wracaliśmy z pasterki z czerwonymi buźkami i chyba gorąca herbata nigdy mi tak nie smakowała.

Tradycją u nas było zawsze ubieranie choinki... bardzo lubię to robić i z reguły kilka dni przed Wigilią choinka jest gotowa. Oczywiście muszą być kolorowe lampki i ozdoby, również w postaci słodyczy, które uwielbiam podjadać. Pamiętam czasy, kiedy nie było elektrycznych lampek, tylko świeczki... i kiedyś zapaliła się choinka... a właściwie ja zapalając świeczki przy okazji podpaliłem choinkę, na szczęście na strachu się skończyło... Miałem wówczas męską rozmowę z Tatą i nigdy więcej już nie zapalałem świeczek na choince.

Oczywiście na Wigilii spotykamy się wszyscy… zawsze jest to jedno nakrycie dodatkowo i czas na wspomnienie tych, których już nie ma wśród nas. Bardzo miłym akcentem są prezenty pod choinką, zawsze wyczekiwane szczególnie przez dzieci i jest bardzo dużo radości i moich wspomnień z lat dzieciństwa.

Osobną sprawą jest wigilijne menu, a szczególnie karp, gdyż nigdy nie ma ochotnika do zabicia karpia, kupujemy już gotowego do spożycia… ja nie przepadam szczególnie za tą potrawą, ponieważ jak miałem około 16 lat zadławiłem się ością i nie było to miłe przeżycie.

W tym roku na Święta Bożego Narodzenia wybieramy się wraz z żoną w góry, żeby je spędzić na mrozie i w śniegu (mamy nadzieję) jak za dawnych młodych lat… ale Wigilia i prezenty oczywiście w Radomiu …


ANNA LITWINEK

Święta w moim domu od zawsze były podróżnicze, jednak nie w znaczeniu dalekich wojaży. To po prostu czas odwiedzania się, spotykania i wręczania drobiazgów, porcji domowych wypieków, niegdyś dużej ilości kolorowych kartek w skrzynce, dziś częściej telefonów i zabawnych maili. Wigilia tradycyjnie jest dniem wędrownym i składa się z wielu gościnnych stołów bliższej i dalszej rodziny, przyjaciół. Bywało, że jednego dnia zasiadałam do trzech- czterech wigilijnych wieczerzy, a w kolejne dni całe popołudnia zaglądałam wciąż gdzie indziej. W tym roku po raz pierwszy urządzę też własną, specjalnie dla mojej półtorarocznej córki Zosi. To zresztą zasługa dzieci, że cieszę się Świętami.

Bez spojrzenia na te dni ich oczami pozostałaby tylko melancholia pustych miejsc przy stole, wspomnień bliskich, których już nie ma. Przy głośnych zabawach i szalonych pomysłach dzieci Święta mijają na łapaniu spadających ozdób choinkowych, wyjadaniu rodzynek z ciasta (no chyba, że się jest małym Jasiem, to się wtedy woli zlizywać czekoladowy lukier) i negocjowaniu zamiany mniej udanych prezentów.

Czytelnikom życzę równie hałaśliwie radosnych Świąt, jak najwięcej bakalii i oczywiście trafionych upominków.


BEATA DROZDOWSKA

Standardy Świąt Bożego Narodzenia w mojej rodzinie, ale myślę, że i w wielu innych, wyznaczały i wyznaczają kobiety. Najstarsze wspomnienia sięgają moich babć. Obydwie radomianki, więc Wigilia była „chodzona”. Od jednych do drugich. Na szczęście blisko - z Dzierżyńskiego (!) na Młodzianowską. Nie było możliwości, żeby w Wigilię któregoś z domów moich dziadków nie odwiedzić. W każdym ten sam schemat – żywa choinka, wszystkie przypisane temu dniu potrawy, eleganckie stroje i pachnące woskową pastą do parkietów mieszkania. Te standardy wrosły we mnie. Tym bardziej, że moja Mama wzniosła je na nieprawdopodobny poziom. Nie dość, że było wszystko, co trzeba, to jeszcze perfekcyjne. Lśniące i smaczne. Z takim „obciążeniem” dziedzicznym, teraz na mnie kolej w kontynuowaniu tradycji. A mój dwuletni wnuk Nikodem już pyta o „koinke”. Ale tak naprawdę to ważne jest co innego. Poczucie bycia razem. Stół jest symbolem. Dzisiaj Święta Bożego Narodzenia są często jedyną okazją do spotkania. Niestety, ale dobrze, że są. Bardzo dobrze !


SZYMON WYDRA

Wybranie przeze mnie muzycznej profesji jako sposobu na życie sprawia, że moje Święta bywają bardzo zróżnicowane. Ogólnie jestem tradycjonalistą i staram się kultywować wpojone mi wartości, jednak teraz, kiedy wszyscy jesteśmy obywatelami świata, ciężko nieraz zgromadzić się przy jednym stole. Ale robimy, co się da! Rodzina jest oczywiście na pierwszym miejscu, podczas Wigilii musi być obowiązkowo dwanaście potraw, a skosztowanie każdej z nich to rzecz święta. Tegoroczne Boże Narodzenie zapowiada się wyjątkowo, ponieważ 11 stycznia 2016 r. przyszedł na świat mój synek Rysio i to będą nasze pierwsze wspólne Święta. 10 lat temu, kiedy urodziła się moja córeczka Simonka, atmosfera była bardzo podniosła i myślę, że teraz będzie powtórka z rozrywki. Mam nadzieję, że uda mi się spędzić trochę czasu w domu, chociaż może być różnie, ponieważ do Carpe Diem spływa dużo zaproszeń na świąteczne kolędowanie.

Gdyby jednak udało mi się spędzić trochę czasu przy stole, z pewnością zajadałbym się przede wszystkim... majonezem, który jest moim największym przysmakiem. Niemal co roku organizujemy sobie również wigilię zespołową. I zawsze mamy ten sam dylemat – nazywamy się Carpe Diem i potocznie mówi się na nas... karpie. A że w Święta wszyscy chcą zjeść karpia, zawsze zastanawiamy się, kto powinien trafić na stół...

Dlatego zawczasu w imieniu swoim oraz całego zespołu życzę Czytelnikom magazynu CityBonus wszystkiego, co najlepsze, ponieważ według mnie w tych słowach mieści się dokładnie... wszystko to, co najlepsze!


KLEMENTYNA FRYSZTAK

W moim rodzinnym domu Święta Bożego Narodzenia to magiczny czas. Mama już w listopadzie planuje świąteczne menu, stara się wszystkim dogodzić i przyrządza ulubione potrawy. Dla mnie Boże Narodzenie to zapach pieczonego pasztetu, makowiec i sernik mojej mamy. Każdego roku czekam na te smakołyki. Tata też ma swoje coroczne zadania, Wigilia to czas jego i karpia… którego zjadamy niewyobrażalne ilości.

Dotychczas każde Święta spędzaliśmy z mężem w moim rodzinnym domu, przy stole z rodzicami, braćmi i ich rodzinami, ten rok jest wyjątkowy, bo puste nakrycie doczekało się nowego członka rodziny.

Odkąd jestem mamą, całe moje serce, ciepło i tradycje rodzinne przekazuję synkowi, dla niego najpiękniejsza choinka, prezenty, pieczone pierniczki, miłość i uśmiech rodziców.

Ten rok jest wyjątkowy, magiczny i niepowtarzalny, we troje czekamy na śnieg, Mikołaja i pierwszą wspólną Wigilię, sprawię, aby mój syn był szczęśliwym dzieckiem ze wspaniałymi wspomnieniami świątecznymi, niepowtarzalnym smakiem potraw babci i miłością dziadziusia, a także ciepłym domem i wsparciem rodziców.


JAKUB SUCHODOLSKI

Czas świąteczny to piękny okres w życiu Polaków, pełen radości, smaków oraz tradycji. Każdy z nas przeżywa ten czas na swój sposób, choć oczywiście jest wiele wspólnych mianowników, wiele rzeczy lub czynności, które robimy podobnie lub wręcz identycznie, nawet o tym nie wiedząc. Taka tradycja.

W mojej rodzinie czas świąteczny rozpoczyna się na początku grudnia, w okolicach św. Mikołaja, i nie chodzi tu wcale o prezenty, którymi oczywiście się obdarowujemy. Na początku miesiąca razem ze swoimi córkami przygotowujemy kartki świąteczne, ręcznie malowane i ozdabiane. Wysyłamy je w listach do dalszej rodziny, często robimy ponad dwadzieścia kartek i listów. Mniej więcej w połowie miesiąca skupiamy się na przygotowaniu prezentów dla dziadków. Im bliżej Wigilii, tym więcej pieczenia, gotowania i sprzątania. Córki przeważnie w tym czasie przesiadują u babć w kuchniach, pomagając, smakując i oczywiście ucząc się przepisów. My w tym czasie z żoną skupiamy się na przedświątecznych porządkach i gotowaniu, co jest tradycją nie tylko w naszym domu. W tym roku zostanę z tym procederem sam, ponieważ urodził nam się syn i żona będzie miała Małego na głowie, a nie pucowanie kafelków w łazience i pieczenie czy gotowanie. Jak co roku dopiero w Wigilię z samego rana kupimy żywą choinkę i będziemy ją wspólnie całą rodziną ubierać. Dzięki inwencji moich trzech kobiet, poza choinką ozdabiamy praktycznie cały dom. Lampeczki, mikołajki, bombki, łańcuchy i inne ozdoby królują na ścianach, meblach i pod sufitem. Przed kolacją wigilijną staram się jeszcze zadzwonić z życzeniami do najbliższych i przyjaciół, z którymi nie będę się widział w Święta. Potem już tylko dwie kolacje wigilijne i dwa dni świąteczne, tradycyjnie spędzone rodzinnie, niekoniecznie przy stole.Z tego miejsca życzę wszystkim czytelnikom spokoju i miłości w ten świąteczny czas.

fot.Chroma Stock/Archiwum własne W.Wolski, A.Koselnik, arch. własne B. Drozdowska, Paweł Kuźmicki, arch. własne K.Frysztak, J.Suchodolski