SEBASTIAN DOBRZAŃSKI


   OJCIEC DWÓCH CÓREK, FIZJOTERAPEUTA,
   OD 20 LAT ZAJMUJE SIĘ
   REHABILITACJĄ NOWORODKÓW,
   PASJONAT DOBREGO JEDZENIA,
   KUCHARZ, SPORTOWIEC, TRIATHLONISTA,
   INSTRUKTOR SNOWBOARDU,
   WŁAŚCICIEL MARKI DUŻY SOK,
   PREZES FUNDACJI DZIECIOM FEEL HAPPY

Kilka miesięcy temu zaprzyjaźniłem się z grupą dzieci, które były doskonałym przykładem tego, jak zbyt duża ilość cukru zmienia życie. Pomimo tego, że jadły w miarę zdrowo, były uzależnione od cukru. Miały nadmiar energii. Mogły biegać, skakać, tańczyć, jeździć na rolkach dosłownie całą dobę. Prawie nie odpoczywały. Nie były otyłe chyba tylko dlatego, że są w klasach sportowych i codziennie pływają.

Zwykle cieszy nas aktywność naszych dzieci. Ruchliwe i chętne do zabawy, czyli po prostu zdrowe... czy jednak tak jest rzeczywiście? Pomyślcie, skąd jest to paliwo, które tak je napędza i nie pozwala usiedzieć w miejscu choć przez chwilę. Czemu nie mogą się wyciszyć i dać odpocząć swoim sercom czy mózgom? Cukier uzależnia. Odstawienie cukru jest tak samo trudne jak zaprzestanie picia alkoholu czy palenia papierosów. Sami wiecie, jak ciężko jest powstrzymać się, kiedy mamy ochotę na pączka czy batona. Po krótkim czasie niejedzenia słodyczy jednak to mija. Tak było właśnie z moimi sportowcami. Pierwsze dni były straszne. Walczyli o jednego cukierka, jedli po kryjomu. Kilka razy dziennie były awantury i krzyki, że teraz to nawet herbaty nie będzie można posłodzić w tym domu. Wytrzymaliśmy jednak. I ja i dzieciaki.

Statystyki
W ciągu ostatnich 20 lat otyłość w Polsce gwałtownie wzrosła. Dziś już co 5-te dziecko w wieku szkolnym ma nadwagę lub jest otyłe. Polskie 11-latki są grubsze niż ich rówieśnicy w Europie czy USA. Możemy mówić już o epidemii otyłości wśród młodego pokolenia. Jeśli nic z  tym nie zrobimy, to nasze dzieci będą cierpieć z powodu cukrzycy, chorób serca, nadciśnienia, astmy, raka czy depresji. Czemu tak się stało? Co nas doprowadziło do tej przerażającej sytuacji? Kilkadziesiąt lat temu polskie rodziny prowadziły inny tryb życia niż obecnie. Dzieci chodziły pieszo do szkoły albo jeździły rowerami. Popołudnia spędzały biegając z kolegami po podwórku. Większość wolnego czasu poświęcały na zabawę z rówieśnikami. Pamiętam, jak my jako dzieci budowaliśmy bazy, urządzaliśmy podchody, każdą wolną chwilę wykorzystywaliśmy na pójście na boisko. Teraz podwozimy wszędzie dzieci samochodami albo przyjeżdżają po nie busy. Kilka godzin dziennie spędzonych przed telewizorem, komputerem, grą wideo czy z telefonem w necie nikogo nie dziwi. Tak teraz wygląda wolny czas dzieci. Kiedyś posiłki były przygotowywane w domu. Codziennie była zupa. Wszystko świeże. Jadło się dużo warzyw. Nie było fast food-ów, mrożonek, gotowych dań tylko do podgrzania w mikrofalówce. A obecnie? Zajęci rodzice nie gotują codziennie obiadów. Podjadanie między posiłkami jest już powszechne. Kiedyś dzieci jadły 1 przekąskę w trakcie dnia. Dzisiejsze trendy mówią o 3, co daje nam 200-400 kcal dodatkowo.Porcje jedzenia też są teraz dużo większe niż kiedyś. Lubimy zjeść dużo i syto. Nasze dzieci również. Smażone kotleciki z frytkami są najchętniej zamawianym obiadem przez dzieci. Nie odczuwamy głodu jak kiedyś. Jesteśmy zatruci i mamy „pozaklejane” kosmki jelitowe, co powoduje o wiele gorsze wchłanianie. Nawet pomimo dużej ilości dobrego jedzenia częściej jesteśmy głodni, bo nasze organizmy nie są odżywione i domagają się nowej porcji energii. Najchętniej w postaci cukrów prostych, czyli słodyczy.Zmieniły się nam również smaki. Wszystko jest dużo bardziej słone i słodkie. Cukier jest spożywany w prawie każdym posiłku. Słodzone napoje są powszechne. Rzadko pijemy własnoręcznie przygotowane kompoty czy soki albo czystą wodę. Takie są nasze obecne przyzwyczajenia, które wypracowaliśmy przez zaledwie 30 lat. Spożywamy teraz o 30%  kalorii więcej. Dramatycznie przekłada się to na zdrowie nasze i naszych dzieci. Możemy jednak to zmienić. Mając świadomość tych zależności, możemy je kontrolować i wpływać na to, co robimy i jak jemy. Dokonując tylko kilku zmian w naszym stylu życia, możemy pomóc dzieciakom zdrowo dorosnąć. Mamy gotowe sposoby i narzędzia, które pozwolą nam je uratować.


FEEL HAPPY
Na całym świecie, i w Polsce też, wdrażane są programy i akcje propagujące zdrowe jedzenie. Nasza Fundacja Dzieciom FEEL HAPPY też działa w tym obszarze. Będziemy uczyć dzieci, jak przygotowywać zdrowe obiady i jak zacząć myśleć o tym, co jemy. Bo jesteśmy tym, co jemy. Od nas zależy, na ile się w to zaangażujemy. Możecie zacząć w domu od nauki gotowania tylko kilku zdrowych dań. Porozmawiajcie z dziećmi, co kupują w sklepikach szkolnych, co jedzą będąc poza domem. Bardzo ważną sprawą jest to, żeby rodzice i szkoła pomogli dzieciom zbudować wiedzę o tym, jak  zdrowo jeść. Nie jest to łatwe. Można dać się oszukać. Produkty spożywcze dedykowane dla dzieci mają piękne opakowania. Reklamy telewizyjne zachęcają do kupowania słodkich rzeczy.  Producenci odwracają nasza uwagę od kolosalnej ilości cukrów i sztucznych dodatków podkreślając, że ich produkty mają też witaminy i minerały, tylko szkoda, że sztuczne. Dzieci tego nie rozumieją do końca. Skąd mają o tym wiedzieć. Wytłumaczmy im to. Tak było z moimi pływakami. Kiedy zrozumieli, co się z nimi dzieje, jeśli zjedzą za dużo słodyczy, zaczęli to kontrolować. Wy zacznijcie najprościej jak się da: od ograniczenia cukru, napojów słodzonych, wysoko przetworzonej żywotności. Przygotowujcie swoim dzieciom do szkoły kanapki, porcje owoców, wodę mineralną.

Wystarczy chcieć
Myślcie i podejmujcie świadomie decyzje, co ląduje na waszych talerzach. Brak czasu czy pieniędzy nie jest wytłumaczeniem, jeśli mówimy o zdrowiu tych, których kochamy najbardziej. Albo wydamy kasę na zdrowe jedzenie teraz, albo na leki później. Każdy z nas może dokonać małej zmiany, która globalnie przełoży się na efekt – zdrowe pokolenie naszych dzieci.

Foto: #kvcper