Dominik Maciej Koziak
Myśliwy
z Koła Łowieckiego
"Ostoja" w Radomiu




Od wielu lat klimat naszego globu ociepla się, ale zima potrafi zaskoczyć nie tylko drogowców, lecz również myśliwych, którzy oprócz leśników szczególnie dbają o przezimowanie zwierzyny łownej. W ostatnim czasie w mediach pojawiają się liczne komentarze i opinie przedstawiające naszych polskich myśliwych jako tych, którzy „nie ochraniają zwierzyny, tylko do niej strzelają dla przyjemności”. O tym, jak to jest w rzeczywistości, rozmawiamy z Dominikiem Maciejem Koziakiem, myśliwym z Koła Łowieckiego „OSTOJA” w Radomiu.

Czy opinia o braci łowieckiej wyrażana ostatnio przez niektóre media jest dla Pana do zaakceptowania?
Kategorycznie sprzeciwiam się tym wypowiedziom, ponieważ świadczą one o kompletnej nieznajomości zagadnień związanych z naszym łowiectwem, które ma wieloletnią historię oraz jest mocno zakorzenione w kulturze. Od wielu lat polski model łowiectwa był i jest uznawany przez kraje wysoko rozwinięte. Pozyskanie zwierzyny jest zawsze planowane, zatwierdzane przez nadleśnictwa i Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Radomiu. Obowiązuje nas okres ochronny dla zwierzyny, rodzaj i ilość przewidzianej do odstrzału. Nieprzestrzeganie tych zasad jest karalne, a także skutkuje wykluczeniem z PZŁ oraz cofnięciem pozwolenia na broń.

Przejdźmy do omówienia zagadnień związanych z dokarmianiem zwierzyny łownej. Jak to wygląda w praktyce w Pana kole?
Dokarmianie zwierzyny to czynność przypisana do gospodarki łowieckiej mającej na celu również ochronę, hodowlę zwierzyny, a na końcu jej pozyskanie. Dokarmianiem objęta jest przede wszystkim zwierzyna drobna: kuropatwa, bażant, zając, a także płowa, czyli sarna, jeleń, łoś. Dokarmianie wymaga starannego przygotowania się myśliwych oraz leśników. Ten proces zaczyna się wczesną wiosną, kiedy to rozpoczynamy uprawę poletek. Zbiory gromadzimy i magazynujemy u kolegów myśliwych zamieszkałych w łowisku. Własne zasoby uzupełniamy karmą zakupioną u rolników. Każdego roku jest jej coraz więcej. Zgromadzona ilość pożywienia w zupełności pokrywa zapotrzebowanie nawet w przypadku, gdy zima jest mroźna i długa. Nikt tak dobrze nie zna łowiska jak myśliwi oraz leśnicy. Wiemy, gdzie i w jakiej ilości bytuje zwierzyna.
Dwa razy do roku prowadzimy inwentaryzację. W zależności od ilości określonego gatunku zwierzyny, warunków atmosferycznych oraz czyhających na nią zagrożeń staramy się zapewnić jej przetrwanie.W połowie lat 90-tych ubiegłego wieku nastąpił gwałtowny spadek populacji zwierzyny drobnej na terenie całego kraju. Przyczyn jest wiele. Tym zajmują się naukowcy. Mimo licznych działań Polskiego Związku Łowieckiego oraz leśników w celu poprawy sytuacji, np. zasiedlania łowisk zwierzyną pochodzącą z hodowli zamkniętej – rezultaty tych zabiegów są znikome. Grozi nam całkowite wyginięcie kuropatwy i zająca, które w przeszłości były chlubą naszych łowisk.Tymczasem w naszym kole nie pozyskujemy ich od ponad 10 lat. Łowisko dwukrotnie zasilaliśmy kuropatwą oraz bażantem pochodzącymi z hodowli. Z praktyki wiadomo, że kuropatwa podczas zimy łagodnej nie korzysta z naszej pomocy. Przy temperaturze powyżej 0º C do budki nie wejdzie. Natomiast jeśli temperatura powietrza spadnie do -15-20º C, pojawią się zaspy i co najgorsze ziemia zostanie pokryta lodem uniemożliwiającym dokopanie się do naturalnego pożywienia, wówczas stadka podchodzą do dróg i tam znajdują przede wszystkim drobne kamyki pochodzące z dróg posypanych solą i piachem (drobny żwirek niezbędny jest do prawidłowej pracy żołądka kuropatwy). Wtedy też chętnie odwiedzają budki. W trudnych momentach oprócz regularnego zasypywania karmą budek, odśnieżamy miejsca umożliwiające dostęp do oziminy.

Wnioskuję, że według Pana dokarmianie zwierzyny jest zasadne. Podobno zdania są podzielone.
Doświadczeni myśliwi wiedzą, kiedy i w jaki sposób należy okazać zwierzynie pomoc, dokarmiając ją, a także chroniąc przed drapieżnikami i kłusownikami. Niedawno czytałem w specjalistycznej prasie, jakoby według myśliwych niemieckich dokarmianie było niezasadne i szkodliwe. Podają, że wykładana karma w większości jest przeterminowana, nasycona chemią. Zwierzyna korzystając regularnie z dokarmiania zatraca instynkt poczucia zagrożenia i staje się łatwym łupem drapieżników. Wszystko trzeba robić z głową.

Od kilku lat w telewizji pokazywane są dziki spacerujące po ulicach miast. Ostatnio w Gdańsku i w Szczecinie. Z komentarza można wywnioskować, że gdyby nie dokarmianie przez mieszkańców, to by ich tam nie było.
Dzik jest zwierzęciem wyjątkowo inteligentnym, ostrożnym, potrafiącym wyczuć istniejące dla niego zagrożenie. Dziki na Pomorzu wykorzystały te cechy i poszły „na skróty” w poszukiwaniu karmy. Na pewno nie powinny być karmione w mieście, ponieważ oprócz atrakcji stanowią zagrożenie w komunikacji miejskiej, a także w określonych sytuacjach mogą zagrażać życiu i zdrowiu ludzi.

Czy w Pana kole jesteście już przygotowani do sezonu zimowego? Może Pan pochwalić się wykonanymi pracami?

Jesteśmy przygotowani. Osobiście w tym miesiącu wraz z moim tatą Janem Koziakiem, myśliwym z ponad 40-letnim stażem w PZŁ, wykonaliśmy 2 posypy dla bażantów oraz paśnik dla saren, uzbieraliśmy też ok. 100 kg żołędzi i kasztanów, które są przysmakiem dzików. Chciałbym też wyraźnie zaznaczyć jedno – absolutnie nie dokonujemy odstrzałów w miejscach dokarmiania zwierzyny. Raz, że to zabronione, dwa – wyjątkowo nieetyczne. A łowiectwo zawsze było szlachetnym hobby. I takim powinno pozostać

Bażant
Ptak królewski będący ozdobą naszych łowisk. W przeciwieństwie do kuropatwy pokonuje większe odległości w poszukiwaniu karmy. Pod koniec jesieni, jeżeli nie będzie przyzwyczajony do miejsca obfitującego w pożywienie, to należy się spodziewać, że opuści łowisko i być może przejdzie do obwodu dzierżawionego przez inne koło, stąd nasza troska, aby bażanta zatrzymać. Ustawiamy dla nich posypy – to urządzenia łowieckie większe od budek dla kuropatw i mające inną budowę. Posypy cały czas powinny być zasypane karmą.

Zając
W tej chwili rzadkość w naszym łowisku, występuje śladowo. Zając stosunkowo dobrze radzi sobie w okresie zimowym. Jest odporny na mróz. Z braku naturalnego pożywienia ogałaca z kory drzewka owocowe i nie tylko. Pamiętamy o nim wykładając dla niego marchew, kapustę, buraki i siano.

Sarna
W naszym łowisku oprócz sarny nie występuje inna płowa zwierzyna, jeleń i łoś pojawiają się okazjonalnie. Sarna jest zwierzęciem bardzo płochliwym, delikatnym i również wymagającym naszej pomocy w przetrwaniu zimy. Gdy ziemia zamarza, zostaje odcięta od naturalnego pożywienia. Każda zwierzyna bardziej niż wody potrzebuje soli, szczególnie w późnym okresie zimy. Dlatego też dla saren oprócz paśników z wyłożoną koniczyną i sianem rozmieszczamy lizawki z solą. Są to okorowane słupy drzew o około 2 m wysokości, z wydrążonym u góry otworem, w którym umieszcza się bryłę soli. W tej górnej części znajdują są również dodatkowe otwory, którymi sól spływa w dół. Miejsca wokół lizawki są zawsze mocno wydeptane przez sarny. Świadczy to o tym, że nasze działania są potrzebne.

Foto: Chroma Stock, Katarzyna Molenda